SYSTEMY GOSPODARKI ODPADAMI
Strona główna Wyślij e-mail Mapa serwisu English Version
Sprawdź harmonogram wywozu odpadów 2017
Wrocław Fabryczna
Wybierz rodzaj odpadu:
Wybierz nazwę ulicy:
Wybierz numer posesji:
PrasaMieszkańcy zapłacą za dużo lepszą obsługę - Debata w Gazecie Wyborczej

Gazeta Wyborcza z 20.12.2012
zobacz artykuł w formacie PDF

 
Mieszkańcy zapłacą za dużo lepszą obsługę

- Podwyżki za śmieci są nieuchronne, bo dużo więcej będzie kosztować przetwarzanie odpadów zgodne z unijnymi normami - to jeden z wniosków z poniedziałkowej debaty "Gazety" o nowym prawie śmieciowym. Do udziału w dyskusji zaprosiliśmy firmy, które budują Regionalne Instalacje Przetwarzania Odpadów Komunalnych, a także przedstawicieli urzędów: miejskiego, wojewódzkiego i marszałkowskiego.


Michał Wilgocki: Do tej pory mówiliśmy o tym, że podwyżki za śmieci czekają nas dopiero od lipca przyszłego roku. W ubiegłym tygodniu okazało się, że drożej będzie już od stycznia. Mieszkańcy pytają: co się zmieni, że trzeba będzie zapłacić więcej?

Roman Jagiełło: Żeby odnieść się do tego, co będzie, spróbujmy zdefiniować to, co działo się do tej pory. System działał tak, że firma odbierała odpady, przeładowywała, transportowała i kierowała w większości bez przetwarzania na składowisko. Teraz, po zmianach, firmy odbierające będą miały obowiązek przetwarzania odpadów. Trzy instalacje (nasza, która już istnieje, i te, które powstają) mają za zadanie przetwarzać odpady komunalne w systemie mechaniczno-biologicznym.Jaki to będzie miało wpływ na koszty? W tej chwili jedna trzecia ceny to koszt przetworzenia odpadów, a dwie trzecie - odbiór, transport i przeładunek. Ta proporcja się teraz odwróci. To nieuniknione, tak to funkcjonuje już na Zachodzie. Nasz system będzie jednocześnie bardziej szczelny, bo wszystkie odpady muszą, zgodnie z prawem, trafić na RIPOK


Mówi się o tym, że Chemeko wykorzystało swoją pozycję chwilowego monopolisty na rynku i ustaliło nierealistyczne ceny. Co na to konkurencja, która też buduje własne instalacje?

Yves Basset: Nasza instalacja w Jaroszowie powinna być otwarta w maju. Korzystamy z podobnej technologii co konkurencja. To technologia, która pozwala przetwarzać odpady zgodnie z prawem. Nie możemy jeszcze podać precyzyjnych kosztów, ale obracamy się w granicach 310-360 zł za tonę. Nie ma więc wielkiego odchylenia od cen Chemeko. Ale skoro korzystamy z podobnych metod, to logiczne, że koszt będzie podobny.

Barbara Piotrowska: W naszym przypadku sprawa wygląda dokładnie tak samo. Nie podam dokładnej ceny, bo instalacja jeszcze nie działa, ale szacujemy, że będzie to w podobnych granicach jak dwóch pozostałych firm. Na pewno nie taniej niż 300 zł za tonę. Czy to drogo? Owszem, można powiedzieć, że bardzo drogo. Ale trzeba pamiętać o tym, że już w tej chwili ceny w niektórych instalacjach to ok. 250 zł. Do tej ceny trzeba dołożyć jeszcze mechaniczno-biologiczne przetwarzanie. Tylko instalacja, która ma do tego warunki, może ubiegać się o status instalacji regionalnej. A to też dodatkowy koszt, więc siłą rzeczy cena musi przekraczać 300 zł. I to jest odpowiedź na to, czemu musi być tak drogo. Jednak nie można na to patrzeć tylko w ten sposób. Nowoczesna instalacja gwarantuje najnowsze techniki przetwarzania. A także zapewnienie wymaganych przez Unię Europejską norm w granicach odzysku odpadów. Dzięki nam Wrocław i cały region nie musi obawiać się wysokich kar za niespełnienie tych norm.

Paweł Pogodziński: Nasze instalacje są przystosowane do tego, żeby z nieposegregowanych odpadów wydzielić i odpowiednio przetworzyć frakcję biodegradowalną. Dzięki temu gminy w regionie północno-centralnym będą miały możliwość skutecznie wywiązać się ze swoich obowiązków.


Do niedawna miasto mówiło o tym, że roczny koszt odbioru śmieci od mieszkańców to ok. 150 mln zł. Czy kalkulacje uwzględniały wysokie ceny przetwarzania odpadów? Czy te liczby trzeba będzie teraz weryfikować?

Andrzej Wąsik: O cenie będzie decydował przetarg. Te 150 mln zł to nasze pobożne życzenie. Spodziewamy się, że aby nowy system działał, każdy z mieszkańców musi zapłacić ok. 20 zł miesięcznie, niezależnie od wybranej przez nas metody naliczania. Teraz wszystko zależy od tego, co zaoferują firmy. Może się okazać, że to nie będzie 20 zł, ale np. 18 lub 22. Nasze kalkulacje robimy na podstawie danych od firm zbierających śmieci. Ale trzeba pamiętać, że jest też szara strefa, czyli śmieci palone w piecach albo te, które lądują na dzikich wysypiskach śmieci. Są po prostu odpady, o których istnieniu nie wiemy. Są takie gminy, które spodziewają się, że nie ewidencjonują nawet 60 proc. wytwarzanych przez swoich mieszkańców śmieci.


Ile takich śmieci może być we Wrocławiu?

Andrzej Wąsik: Z naszych kalkulacji wynika, że wrocławianie produkują rocznie ok. 250 tys. ton śmieci. Ale od lipca może ich być o 50 tys. ton więcej. To są właśnie te odpady, które zbieramy z lasów. Widzimy to przy likwidacji dzikich wysypisk. Dlatego ten, kto dzisiaj powie, że jest w stanie wszystko wyliczyć, jest w błędzie. Podobna niespodzianka może też spotkać firmy. Co, jeżeli się okaże, że do RIPOK-u trafia za mało śmieci? Firmy będą musiały podnieść ceny, to jasne. Przy okazji chciałbym podkreślić jeszcze jedną ważną rzecz. Nikt z nas nie spodziewał się, że część zapisów ustawy wejdzie w życie już 1 stycznia. Rodzi to szereg komplikacji, a bardzo jaskrawym przykładem jest Strzegom. Do tej pory woził śmieci do pobliskiego Jaroszowa. Teraz, kiedy obowiązuje już Wojewódzki Plan Gospodarki Odpadami, ciężarówki muszą jeździć aż do instalacji Chemeko. Wzrasta koszt transportu, a przecież jeszcze przez te pół roku można by było wozić odpady do nieukończonej instalacji.


Skoro mówimy o przetargach - czy firma z własną instalacją będzie w uprzywilejowanej sytuacji?

Paweł Pogodziński: Wszystkie trzy spółki świadczą usługi odbioru i zagospodarowania. A to oznacza kompleksową usługę. Jeżeli firma jest w stanie coś takiego zaproponować, to siłą rzeczy staje się to bardziej atrakcyjne

Yves Basset: Trzeba pamiętać, że cena za tonę odpadów w instalacji to cena, którą jesteśmy zobowiązani zaproponować wszystkim firmom wywożącym odpady. Chciałem podkreślić, że działamy na rynku międzynarodowym i w wielu miejscach nasza konkurencja w naturalny sposób jest dopuszczana do wywozu odpadów, bo ma lepsze warunki od nas. To, że mamy instalację, nie będzie aż tak decydującym czynnikiem w przetargu.

Sebastian Howański: Ustawodawca zabezpieczył interes firm wywozowych na dwa sposoby. Nałożył na instalację obowiązek przyjęcia odpadów od każdego przewoźnika i ustanowienia tej samej ceny dla wszystkich. My, operatorzy instalacji, nie mamy narzędzia, którym moglibyśmy sobie obniżyć koszty zagospodarowania. W przetargach możemy walczyć tylko kosztami transportowymi.

Paweł Karpiński: Kluczowe dla miasta będą pierwsze przetargi. Niestety, Wrocław dziś nie wie, ile ma odpadów, a do sprawozdań składanych przez firmy należy podchodzić sceptycznie. Bo trzeba założyć, że firmy zaniżały dane o odpadach. To się po prostu opłacało, więc ok. 30 proc. śmieci zabieranych przez firmy ginęło nie wiadomo gdzie. Co doradzić Wrocławiowi? Przede wszystkim to, żeby postarał się, żeby mieszkańcy wytwarzali jak najmniej odpadów zmieszanych, a jak najwięcej segregowanych. Trzeba pracować z mieszkańcami, spółdzielniami.


Jest pewne ryzyko. Firmom, które prowadzą instalacje, może się nie opłacać edukowanie mieszkańców. Bo im więcej trafi do nich odpadów zmieszanych, tym większy mają zysk.

Barbara Piotrowska: Na instalacjach jesteśmy też w stanie doczyścić te segregowane odpady i potem je sprzedać. Więc opłaca nam się zarówno duża ilość odpadów zmieszanych, jak i segregowanych.

Paweł Karpiński: Surowce wysegregowane będą mogły pójść na rynek. Dlatego tak ważna jest segregacja u podstaw. To oczywiście nie jest łatwe. Poprzedni system działał źle, a wiele surowców nie miało rynkowej wartości. Problem był ze szkłem, z papierem, bo nikt go nie chciał kupować. Teraz powinien powstać nowy rynek surowców wtórnych. Dobrym przykładem są szklane butelki. Wcześniej oddawaliśmy je do sklepów za kaucję. Od niedawna coraz więcej w Polsce jest butelek jednorazowych. Na Zachodzie nie było z tym żadnego problemu. Dzięki dużej świadomości ekologicznej szklana butelka trafiała zawsze do pojemnika na szkło. A u nas odwrotnie - szklana butelka lądowała w pojemnikach na odpady zmieszane. Teraz, kiedy segregacja będzie się mieszkańcom opłacać, rynek surowców może wrócić do łask.


Czy Wrocław planował albo planuje zbudować swój RIPOK?

Andrzej Wąsik: Był kiedyś taki pomysł, nawet zrobione zostały przygotowania. Pierwszym z elementów była kompostownia na Janówku. Jest jednak pewien problem. O to, żeby odpady trafiały do nas, musimy konkurować z innymi firmami. Nie mamy narzędzia, które uprawniałoby nas do ominięcia trybu przetargowego. O to walczy dziś ponad 700 gmin w Trybunale Konstytucyjnym. To gminy, które poniosły spore nakłady finansowe na instalacje. Wrocław wstrzymał się z budową. Miasto jest po to, żeby zorganizować system, a nie konkurować z innymi. Poza tym budowa np. instalacji MBP i składowiska ze względu na uwarunkowania lokalizacyjne i gęstość zabudowy na terenie miasta będzie praktycznie niemożliwa.

Paweł Karpiński: Dobrym pomysłem, na który szansa została zaprzepaszczona, byłaby spalarnia śmieci we Wrocławiu. Ten pomysł, z kilku przyczyn, nie zostanie już, niestety, zrealizowany. Była realna szansa na 300 mln zł dotacji unijnej na budowę spalarni. To co najmniej połowa kosztów, bo wtedy szacowało się je na 600 mln zł. Miasto odmówiło budowy, nie proponując niczego w zamian. Wszystko zostało w rękach firm prywatnych. Taką sytuację można było przewidzieć, podjąć działanie. To zrobiły firmy, z którymi dzisiaj rozmawiamy. Zaryzykowały i wygrały. Trzeba też pamiętać o jeszcze jednym. Wrocław ma aspiracje do bycia aglomeracją. Powinien więc świadczyć innym, okolicznym miejscowościom usługi związane z odpadami. Dlatego budowa spalarni w odpowiednim czasie byłaby korzystnym przedsięwzięciem.

Andrzej Wąsik: Powtórzę raz jeszcze - gdybyśmy mieli własną instalację, stalibyśmy dzisiaj w kolejce do Trybunału Konstytucyjnego. W przetargach nie zawsze wygrywa ten, kto chce.

Paweł Karpiński: Ale gmina byłaby najtańsza.

Andrzej Wąsik: Namawia pan w ten sposób do dumpingu.

Roman Jagiełło: Wrocław oczywiście może zdecydować się na budowę spalarni. Trzeba jednak pamiętać o jednym - spalarnia zarabia na przyjmowaniu odpadów i sprzedaży ciepła. Jeżeli ciepło nie będzie się bilansowało, a z tym w mieście byłby problem, to cena za przyjęcie odpadów musiałaby pójść mocno w górę, żeby zbilansować taką wielomilionową inwestycję. Nie sądzę w związku z tym, żeby oferta spalarni była cenowo atrakcyjna.


Co do tego, że potrzebna jest selektywna zbiórka odpadów, zgadzają się chyba wszyscy. Ale z tym, żeby nauczyć mieszkańców segregacji, może być duży problem...

Roman Jagiełło: Na 35 20-tonowych ciężarówek wyjeżdżających dziennie z Wrocławia ze śmieciami zaledwie pół ciężarówki to odpady posegregowane. Dlatego tak ważna jest segregacja u źródła. Musimy pamiętać, że mieszkańcy potrzebują czasu, żeby się nauczyć segregacji. Nie łudźmy się - ta proporcja po 1 lipca się nie zmieni diametralnie. Ale do tego trzeba dążyć. Na pewno firmy, które wygrają przetargi dla poszczególnych sektorów, będą musiały wprowadzić politykę edukacyjną, popracować ze społeczeństwem.

Paweł Karpiński: Potrzeba będzie olbrzymiej pracy. Pojemniki do selektywnej zbiórki są teraz źle oznakowane, a ludzie nie wiedzą, co gdzie wrzucać. Nawet mimo że mają dobrą wolę i chcą to robić. Zrobiłem ostatnio mały test. Zapytałem prezesa firmy związanej z odpadami, gdzie wyrzucić puszkę od piwa - i odpowiedział źle. Dlatego lepiej informować się u źródła, bo to nie wygeneruje dużych kosztów.

Yves Basset: Do mieszkańców muszą być kierowane bardzo proste komunikaty. Trzeba im tłumaczyć, co mogą włożyć do którego pojemnika i gdzie takie pojemniki się znajdują. Taka komunikacja kosztuje, ale to i tak mniejszy koszt niż ten, który gminy poniosłyby w efekcie zaniedbań. Trzeba rozmawiać, wyjaśniać. Bo jeżeli w głowach ludzi powstanie zamieszanie, skończy się to katastrofą.


Jak taka edukacja mogłaby wyglądać? Niedawno WPO Alba pochwaliła się pilotażowym programem, w którym hostessy przy śmietnikach tłumaczyły ludziom, gdzie wyrzucać jaki rodzaj śmieci.

Paweł Karpiński: W naprawdę dużych spółdzielniach mogłoby się opłacać zatrudnienie człowieka, który pracowałby nad tym z ludźmi.

Andrzej Wąsik: A z kolei skutecznym narzędziem weryfikacji będzie po prostu monitoring przy pojemnikach na śmieci.


Jak wiele gmin na Dolnym Śląsku jest już w pełni przygotowanych do zmian?

Jarosław Perduta: Ponad 40. Od nich dostaliśmy już komplet uchwał. Ale teraz, pod koniec roku, ciągle spływają informacje od kolejnych. Trzeba oczywiście przypomnieć, że mówimy o ustawie, która jest z lipca ubiegłego roku. Wiem, że ten argument może brzmieć prymitywnie, ale gminy miały wystarczający czas na opracowanie koncepcji zmian, na to, żeby się zastanowić, jak ten system zbudować i jak podzielić jego koszty. Wiele gmin, nawet tych dużych, zdążyło z tym sporo przed czasem. A niektóre, jak Szczecin, przeprowadziły nawet konsultacje społeczne i referenda wśród mieszkańców. Efekty widać od razu. W Szczecinie nie będzie dużo drożej niż do tej pory.


Gminy tłumaczą się tym, że nie było odpowiednich rozporządzeń, a niektóre zapisy ustawy nie były czytelne.


Jarosław Perduta: Do niedawnych postulatów zmian w ustawie ustawodawca przychylił się w trybie natychmiastowym. Ale one mogły zostać podniesione przez gminy dużo wcześniej. Poza tym w obecnym układzie sprawa metody naliczania opłaty za śmieci jest najmniej istotna. Gminy wiedzą albo powinny wiedzieć, jaki mają strumień odpadów. Powinny mieć oszacowany koszt funkcjonowania całego systemu. Dlatego te poprawki i nowelizacja ustawy ma znikome znaczenie, jeżeli chodzi o budowę całego systemu. Mówimy tylko i wyłącznie o tym, jak ten koszt zostanie rozdzielony. Chodzi tylko o to, żeby dysproporcja wśród mieszkańców była jak najmniejsza. Żeby było sprawiedliwiej. Ale nawet jak najbardziej sprawiedliwa metoda wyboru opłaty nie spowoduje, że cały system będzie tańszy.


Podsumujmy: nowy system ma ochronić nas przed wielomilionowym karami unijnymi. Czy na ok. pół roku przed tym, jak wejdzie w życie, są przesłanki ku temu, że tak faktycznie będzie? Andrzej Wąsik: Nowy system z pewnością będzie skuteczny. Ale będzie też bardzo drogi. A jego koszty poniosą, niestety, mieszkańcy.

 | O firmie |  Oferta |  Technologia |  Zezwolenia |  Aktualności |  Prasa |  Galeria |  Kontakt |  Download | 

Chemeko-System Sp. z o.o., ul. Jerzmanowska 4-6 54-519 Wrocław
tel. 71 338 40 87, 0 691 504 171, biuro@chemekosystem.pl

ISO 9001:2008 ISO 14001:2004